Kryzysowe kotlety

Przednówek dla studenta przed wypłatą stypendiów jest ciężki, zwłaszcza jeśli śnieg uniemożliwi powrót do domu po jedzenie. Uczelnia chyba woli, żebym dostała pieniądze jako prezent na święta, a wcześniej umarła z głodu - i jak tu mieć dobre oceny. Dobrze, że z powodu śnieżycy, pani doktor zlitowała się nad nami i nie zrobiła wejściówki.

Co jeść na przednówku studenckim?



Na początku rozważałam opcję czy nie stać się freeganem i poszukać jedzenia w śmietnikach. Ostatnio to modny styl życia, coraz więcej osób szuka jedzenia na zapleczach hipermarketów, a dla studenckiej kieszeni byłaby to wielka ulga. Niestety pogoda była przeciwko mnie i śnieg zasypał śmietniki, lepiej było nie wysadzać nosa za drzwi, więc musiałam poszukać jedzenia na stancji. 


Kilka kromek chleba gołębie przyniosły mi na balkon  - wreszcie przydały się do czegoś, musimy je jeszcze lepiej wytresować, żeby więcej jedzenia zostawiały. Następnie wyruszyłam na poszukiwania jedzenia do kuchni, a tam głęboko w szafce znalazłam stary chleb, no może już lekko spleśniały był, ale zawsze to więcej jedzenia. Na naszym śmietniku wyrosły piękne grzybki - dobrze imitowały pieczarki, jako ekskluzywny składnik. Z tych składników zrobiłam kotlety mielone bez mięsa - nie było mnie stać na nie, a gołębie uciekły, pewnie wiedziały, co je czeka.

Dla ciekawskich ogólny przepis:
  • stary chleb
  • cebula
  • pieczarki
  • jajko
  • przyprawy (pieprz, sól, czosnek, papryka ostra, tymianek)
  • bułka tarta
Chleb namoczyłam w rozpuszczonym śniegu, w ramach zmniejszenia rachunku za wodę. Po odciśnięciu wody wymieszałam go z podsmażoną cebulą, pieczarkami, jajkiem i przyprawiłam do smaku. Kotlety, obsypane bułką tartą podsmażyłam na specjalnym oleju do włosów - niestety ucierpią na tym moje włosy, gdyż mniej razy będę mogła je olejować.


12 komentarzy:

  1. też smażę na oleju do włosów :D
    wypróbuję Twoje śmietniczkowe kotlety :)

    OdpowiedzUsuń
  2. fajnie się czyta Twoje posty :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwszy raz słyszę o takich kotlecikach bez mięsa, pewnie niedługo przyda mi się ten przepis hihi :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. grunt, ze obiad wyszedl i nie jestes glodna :)

    OdpowiedzUsuń
  5. najlepszy przepis jaki czytałam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. haha świetny przepis, muszę koniecznie wypróbować ;)

    dzięki za komentarz, wytrwałość mi się przyda, gdyż ostatnio coś mało jej u mnie, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja chyba nigdy nie pójdę na studia :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ekologicznie jedzenie, nic się nie marnuje :D!

    OdpowiedzUsuń
  9. Akurat takiego cuda nie jadłam, ale uwielbiam kryzysowe żarcie - milion pińcet potraw z ziemniaków itd. Nie trzeba jeść warzyw, większość potraw jest smażona, zapycha, da się to potem odgrzać i jeszcze bazuje na ziemniakach i cebuli. Napiszę chyba kiedyś książkę kucharską "sto obiadów za mniej niz 3,50zł" :D

    OdpowiedzUsuń
  10. aż się przestraszyłam że faktycznie w śniegu moczyłaś hah

    OdpowiedzUsuń



Napisz opinię o moich wypocinach, o pogodzie lub o czym chcesz, róbta se co chceta :D
A morze ja robić za dórzo błenduw?
Jeśli coś tutaj wydaje się dziwne i głupie to spójrz jeszcze raz na tytuł bloga;)

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.