Czerwone pstryk zielone


Chociaż mroźna pogoda mało sprzyja długim spacerom, jednak Jacuś i Agata chcieli podziwiać piękny zachód Słońca w pełnej krasie. Intensywna, wściekle czerwona barwa aż raziła ich oczy, ale w zimie woleli skorzystać z tej rzadkiej okazji na podziwianie zachodu. Jacuś zmęczył się patrzeniem na Słońce i odwrócił wzrok w drugą stronę. I nagle wszystko stało się zielone.
- Agata, coś nie tak jest ze mną – widzę zielony śnieg, czy ja tracę wzrok? – panikował Jacuś.


fot.: printwand.com

- Nie trzeba było oglądać się innymi dziewczynami, to nie pokarałoby ciebie. A tak na serio to mózg robi sobie żarty z ciebie i oszukuje – to tylko zjawisko optyczne, nazywane powidokiem lub kontrastem następczym.
- Ale przecież zawsze wydawało mi się, że potrafię rozpoznawać barwy.
- Na pewno pamiętasz, że każdej barwie odpowiada określona długość fali z widma promieniowania światła. Człowiek widzi dzięki specjalnym komórkom, czyli 3 rodzajom receptorów – czopkom o kształcie stożka, które odbierają długości fali o różnych zakresach, dzięki czemu rozpoznajemy różne kolory. Komórki te znajdują się wewnątrz oka i w każdym mamy ich około 7 milionów. Receptor S (short) – zwraca uwagę na „niebieski” zakres widma, M (middle) – „zielony”, a L (long) „czerwony”. Następnie wysyłają one informację do naszego mózgu, a ten rozpoznaje jakie kolory widzimy.

fot.: nogreenstars.blogspot.com 
- A, to od razu mogłaś powiedzieć, że receptory są jak RGB, to łatwiej zapamiętać.
- Ten model barw powstał właśnie w oparciu o właściwości naszego oka. Kiedy długo patrzymy na silny kolor np. czerwony, to receptory odpowiedzialne za odbiór koloru zielonego są w stanie odpoczynku, a pracują jedynie te zbierające kolor czerwony. Jednak gdy później przeniesiemy nasz wzrok na białą powierzchnię, to zmuszamy wszystkie receptory do działania. I tutaj nagle okazuje się, że przez chwilę nasze „czerwone” receptory są zmęczone po wcześniejszym wysiłku, więc zielone wygrywają i w skutek tego widzimy kolor „zielony”. Takim oto sposobem śnieg stał się zielony jak trawa.

fot.: culture.pl
- I jak tu wierzyć w to, co się widzi, skoro wzrok lubi nas oszukiwać. Takie zjawisko to na pewno stało się źródłem inspiracji dla artystów.
- Oni lubią uchwycić, to co nieuchwytne dla zwykłych śmiertelników w swojej wizji. Chociaż nie da się w pełni zobrazować jak postrzegamy oślepiające nas Słońce, to jednak malarz Władysław Strzemiński podjął próbę namalowania tego widoku w obrazie „Powidok słońca”.
- Może to i wielkie dzieło, ale ja jak zwykle nie rozumiem tych współczesnych malarzy…
- Oj, smuteczek wielki, przecież to nie jest mocno skomplikowany obraz. Jest on podzielony na dwie części - w jednej widzimy żywe barwy, a w drugiej są one stonowane i spokojne. Tym sposobem artysta chciał pokazać różne fazy postrzegania widoku. Na początku patrzenia na Słońce widać więcej niebieskiego, a z czasem ten obraz ulega rozmyciu, gdyż przymykamy powieki.
- Coś takiego może i widać na tym obrazie.
- To jak jeszcze za mało wymęczyłeś swój wzrok zachodem Słońca, to obejrzyj jeszcze ten film:






Wesołych Świąt

Święta w pełni, wszyscy ubrali choinki, to i ja swoją udekorowałam.  Mam nadzieję, że podzieliliście się jajkiem. A jutro już lany czwartek - lepiej przygotować zapasy wody. Wesołych Świąt :)


Wybuchająca woda z mikrofalówki

Jacuś bez pośpiechu gotuje wodę w mikrofalówce. Ostrożnie wyjmuje ją, nie mając pojęcia, że właśnie stworzył tykającą bombę, którą łatwo uruchomić. Chciał sobie zrobić herbatę, więc wrzuca torebkę do kubka, a tu nagle woda wybucha i prawie parzy jego twarz i ręce. Nie raz już gotował tak wodę, ale ani razu coś takiego do tej pory nie spotkało go. Mikrofalówki zostały specjalnie zaprojektowane do ogrzewania cząsteczek wody, więc takie zjawisko wydaje się zaskakujące. 

fot.: flickr.com

- O ja łyżwię, co to było? – krzyknął do Agaty.
Agata spojrzała się na niego z politowaniem:
- Przecież już kiedyś mówiłam ci, że lepiej nie gotować wody w mikrofalówce, ale oczywiście nie posłuchałeś się mnie. Masz szczęście, że nie poparzyłeś się – odpowiedziała.
- A co to za wielka różnica w jaki sposób zagotuję wodę, skoro o ten sam efekt mi chodzi.
- Właśnie to ma wielkie znaczenie. Wrzenie wody to zjawisko przemiany ze stanu ciekłego w gazowy, podczas którego powstają pęcherzyki pary w całej objętości. Jest ono możliwe w każdej temperaturze, w zależności od ciśnienia.
- Takie podstawy to każdy czytający tego bloga wie, więc mogłaś już sobie to darować. Pewnie gdzieś musi być jakiś haczyk w tym procesie.
- Proces wrzenia wymaga odpowiednich warunków, m.in. możliwości tworzenia się pęcherzyków, czasu i zainicjowania całego procesu. Zarodki pęcherzyków pary tworzą się na nierównościach naczynia, w którym znajduje się ciecz lub na zanieczyszczeniach. Aby wystąpiło wrzenie wody, to musimy dostarczyć energię do wrzącej cieczy. Gotując wodę na zwykłej kuchence woda jest stopniowo ogrzewana, poszczególne warstwy przemieszczają się. Te bliżej palnika są cieplejsze, dlatego na początku najwięcej pęcherzyków tworzy się na brzegach i dnie gorącego naczynia. Z kolei w mikrofalówce mikrofale sprawiają, że wszystkie cząsteczki wody jednocześnie wibrują, przez co rośnie jej temperatura równomiernie w całej objętości.
- Mikrofalówka inaczej podgrzewa jedzenie niż tradycyjna kuchenka, ale przecież efekt jest ten sam.
- Nie do końca, bo takie ogrzewanie sprawia, że woda osiąga szybko wysoką temperaturę, szybciej, niż jest w stanie przekształcić się w parę – powstaje ciecz przegrzana, która ma wyższą temperaturę od temperatury wrzenia. Wówczas woda znajduje się w delikatnym stanie równowagi, który można łatwo zaburzyć, do wrzenia potrzebny jest wyzwalacz, który zainicjuje tworzenie się pęcherzyków pary. Wystarczy cokolwiek wrzucić do takiej cieczy, np. cukier czy łyżeczkę, co spowoduje gwałtowne wrzenie wody w całej objętości. Duże ilości pary bardzo szybko uwalniają się z naczynia, przez co rozpryskują się znaczne ilości wrzątku wokoło, co może grozić poparzeniem.



- Ale to zjawisko nie występuje za każdym razem jak gotujemy wodę w mikrofalówce.
- Na szczęście warunki do powstania przegrzanej cieczy są rzadkie. Większość kubków używanych do podgrzewania wody ma rysy potrzebne do wytworzenia pęcherzyków pary. Takie przegrzanie może się zdarzyć również kiedy woda jest za długo ogrzewana niż jest to konieczne (2-3 minuty). Podgrzewanie wody jest niebezpieczne w szklanym naczyniu, gdyż mają one gładkie powierzchnie, czyli brak w nich nierówności ułatwiających powstanie zarodków pęcherzyków pary. Wzrastają w nim szanse na stworzenie przegrzanej cieczy. Niebezpieczne jest gotowanie wody destylowanej, gdyż nie ma ona zanieczyszczeń, które przyczyniłyby się do powstania zarodków pęcherzyków pary.
- A nie da się zabezpieczyć przed tym zjawiskiem?
- Można, wystarczy włożyć np. drewnianą łyżkę do wody, która będzie oferowała miejsca do zarodkowania lub wrzucając cukier czy inne substancje.


Dlaczego mycie zębów zmienia smak jedzenia?

Po posiłku Agata umyła zęby, ale za chwilę Jacuś oznajmił, że jego pierwsze upieczone ciastko nadaje się już do jedzenia. Chcąc przekonać się, czy nie żartuje, sama też spróbowała go.
- Fuuj… jakie ono gorzkie, tego nie da się jeść! Dałeś cukier? – spytała się Agata.
- Tyle ile mówiłaś. Dla mnie ono jest słodkie – odpowiedział Jacuś.
- Ale przecież jest tak okropnie gorzkie, że aż odrzuca od jedzenia.
- Co ja ci poradzę, że straciłaś smak, tak to jest jeść coś słodkiego od razu po umyciu zębów, SLS (Sodium Lauryl Sulfate) pokarał ciebie.
fot.:Shutterstock
- To SLS jest też w pastach do zębów? Dla mnie jednoznacznie kojarzy się z szamponami, to wróg każdej włosomaniaczki.
- W paście jest on dla ładnej piany, ale jest też w innych produktach w domu. Jeśli chcemy mieć wielką pianę przy myciu czegokolwiek, to najprawdopodobniej znajdzie się go w składzie.
- Szanująca się włosomaniaczka wie, że przesusza i podrażnia skórę.
- SLS jest środkiem powierzchniowo czynnym, czyli obniża napięcie powierzchniowe śliny w jamie ustnej poprzez tworzenie pęcherzyków piany. Tym sposobem pomaga w rozprzestrzenianiu się pasty w ustach, jak i stwarza wrażenie czystości, po prostu czujemy, że zęby są czystsze. Jednak SLS nie ma samych zalet i przez niego zamiast czuć słodycz, mamy wrażenie goryczy. Kiedy znajdzie się na powierzchni naszego języka, to zaburza pracę słodkich receptorów smaku i niszczy fosfolipidy, czyli związki mające działanie hamujące na receptory smaku gorzkiego.
- Czyli SLS blokuje działanie słodkich kubków smakowych, a promuje gorzki smak w naszych ustach, więc dlatego twoje ciastko było okropne dla mnie.
- Zawsze można jeszcze poczekać i nie jeść przez pół godziny po umyciu zębów, albo poszukać pasty bez SLS.
- A to tylko ten związek jest zły dla smaku?
- Niestety nie tylko o ten związek chodzi. W paście znajduje się antybakteryjny i przeciwzapalny fluorek cyny. Naukowcy sugerują, że zmiany smaku mogą wynikać także z reakcji fluorku cyny i kwasu octowego w sokach owocowych, dlatego mamy metaliczny posmak po zjedzeniu owoców. Inną substancją zaburzającą nasz smak jest mentol, który może lekko znieczulić naszą jamę ustną.
- I weź bądź tu mądry przy kupowaniu pasty do zębów, wychodzi na to, że wszystko nam szkodzi.
- Nie mycie jest jeszcze gorsze, więc trzeba wybrać mniejsze zło.


Dla głodnych wiedzy:

Jaki kolor ma lustro?

Robiąc makijaż Agata przyglądała się sobie w lustrze. Szkoda, że to lusterko nie ma magicznych właściwości, czasami wolałaby widzieć swoje ładniejsze odbicie na poprawę humoru. Albo usłyszeć kilka porad z lustra czy usłyszeć o jakimiś wolnym księciu. A ono takie proste, zwyczajne. Na dodatek nawet nie miała pojęcia jaki może być jego właściwy kolor. 
fot.:replicatedtypo.com

- Jaki kolor ma lustro? – spytała się Jacusia

- To ono ma jakiś kolor? Ech, wy kobiety zawsze będziecie szukać różnych barw tam, gdzie ich nie ma - odpowiedział - Kolory przedmiotów są tworzone przez światło, więc jeśli widzimy, że trawa jest zielona, to oznacza, że nie pochłania ona jedynie zielonego koloru. Jednak jej kolor będzie się zmieniał i inaczej wygląda ona o poranku, niż po zachodzie słońca. Z tego wynika, że barwa nie jest cechą charakterystyczną dla danego przedmiotu, bo zależy od światła, które na niego pada. Kolory są subiektywnymi wrażeniami psychicznymi, które powstają w naszych mózgach.
- No, ale przecież jakieś barwy muszą w nim powstawać jak nikt w nim nie przegląda się. Przecież nie może być wiecznie takie nijakie i bezbarwne.
- Idealne lustro nie ma w ogóle koloru, bo odbija wszystkie promienie świetlne. Kiedy umieścimy lustro w czerwonym pomieszczeniu, to będzie ono czerwone. Doskonałe lustro jest porównywane do idealnie białej kartki papieru, gdyż odbijają całe światło, które do nich dociera. Ale pomiędzy nimi jest ważna różnica: papier rozprasza światło, a lustro odbija bez rozpraszania.
- A w książkach czy filmach lustro często jest przedstawiane jako srebrne.
- Mają w tym trochę racji, gdyż w jego produkcji używa się często azotanu srebra i często ma on delikatny wpływ na barwę widoczną na jego krawędziach.
- Mówiłeś, że idealne lustro nie ma koloru, ale czy my mamy tak doskonale wyprodukowane lustra? Wątpię w to, chociaż mamy coraz lepsze technologie, ale na pewno daleko nam do ideału.





- Musisz czepiać się szczegółów? Masz rację, że używane przez nas lustra nie są idealne i odbijają zielone światło, dlatego obiekty mogą mieć delikatnie zielony kolor. Łatwo to sprawdzić: wystarczy umieścić naprzeciwko siebie 2 lustra. Kolor stopniowo będzie się zmieniał i można zobaczyć, że stają się coraz bardziej ciemne – od jasnego zielonego aż prawie do czerni.
- Pewnie naukowcy już zajmowali się tym i pisali prace na ten temat, a ty dziwisz mi się, że interesuję się głupotami. Jak dobrze poszukasz, to znajdziesz prace naukowe, czyli nie jest to takie bez sensu.


Odcięcie od Internetu to ciężkie przeżycie, zwłaszcza jeśli trzeba ściągać materiały na egzamin: w wydziałowej czytelni do ściągnięcia 3 prezentacji potrzebowałam 3 komputerów i godziny czasu. A przy każdym leżała pocieszająca karteczka, żeby nie wkurzać się na niewczytującą się stronę.
Ale właściwie nie ma się co dziwić, skoro był Internet, a nikt nie widział rachunków za niego, bo umowę zerwano wiele miesięcy temu.
A ile mam teraz zaległości na blogach...

Tęczowa herbata

Zwykła herbata? Oklepana nuda, a Jacuś chciał znowu zaskoczyć czymś Agatę, więc szukał pomysłu na jakąś wariację herbacianą. Nie tak dawno Jacuś nie mógł zdecydować się co zrobić Agacie do picia, więc zrobił jej herbatę z liści kawowych. Ale teraz wiedział, że ma ochotę na herbatę, ale inną niż do tej pory piła. Aż w końcu wpadł na pomysł tęczowej herbaty:

W jednej szklance zaparzył mocną herbatę, zaś do drugiej nalał wody do połowy jej wysokości (właściwie to może troszeczkę mniej) i dodał do niej 3 łyżeczki cukru. Następnie powoli miareczkował herbatę do szklanki z wodą, stopniowo po kropelce ze strzykawki. Właściwie mógł to jeszcze zrobić łyżeczką, ale wolał dokładniej wykonać. O dziwo, herbata stworzyła osobną warstwę, jedynie w małej ilości wymieszała się z wodą.

 „ Ciężki ten cukier” – pomyślał Jacuś. Widział jeszcze sposób na robienie takiej herbaty używając dodatkowo do tego plastra cytryny. Spróbował i tej metody, bo zostało mu zaparzonej herbaty. Też dobrze wyszło, ale cytryna zmieniła odczyn herbaty i stała się jaśniejsza.


Tak wykonane herbaty zaniósł Agacie.
- Ulala, postarałeś się nawet, czegoś takiego to jeszcze nie widziałam – powiedziała Agata
- Łatwo nie było, trochę czasu i cierpliwości to wymagało.
- Ładnie i pięknie wygląda, tylko jakby to nie było takie słodkie. Ale gościom można serwować taką oryginalną herbatę.
- I weź tu dogódź kobiecie, zawsze będzie coś nie tak.
- A słyszałeś plotki, że nomissn ma dzisiaj 22 urodziny?
- Jupi yeah, znowu spalę jej parkiet!*
- Obawiam się, że byłaby zachwycona ponownie takim prezentem, chociaż jest już specjalistką w naprawach parkietów. Takiej szalonej imprezy to na pewno nie zechce mieć. Właściwie to przydałoby się jej trochę więcej zdrowia, bo przez czerwony katar słabo myśli.


* Osoba o tym imieniu w dużym stopniu przyczyniła się do strat. Na tym kończy się wszelkie podobieństwo do postaci rzeczywistych.

Aaa... latający pająk na stancji!!!

Życie na stancji jest strasznie niebezpieczne. Piękne słońce nie zwiastowało tragicznego popołudnia, a bardziej uśpiło moją czujność. Upojona optymistyczną pogodą miałam wielką nadzieję na spokojne, produktywne popołudnie -  napisanie mądrej notki na bloga, a mianowicie test nowego doświadczenia.  Ale los miał inne plany.

Już prawie miałam zabierać się do pracy, a tu nagle za ścianą słyszę krzyki i wrzaski, jakby kogoś mordowano.  Pierwsza myśl: trochę dziwne, żeby dziewczyny wzajemnie zabijały się, do tej pory nic nie wskazywało nadchodzącej burzy. Włamywacz? Nonsens – przecież bogaty student to oksymoron, chociaż naszą najcenniejszą rzeczą jest najnowszy model pralki Frania pamiętający jeszcze czasy PRLu, dodatkowo kopiący prądem, co jest jej największą zaletą umilającą pranie, więc ona może stanowić łakomy kąsek dla włamywacza. Jednak to nie włamywacz zabijał moje koleżanki, a coś znacznie gorszego – latający pająk.

Dziewczyny zwyczajnie otworzyły pudełko i poiły pająka. W pewnym momencie jedna z nich lekko dotknęła go długopisem (co już nie raz było robione) i w ułamku sekundy pająk wspiął się na niego, a następnie wielki pająk piękną parabolą przeleciał pół pokoju (i nikt nie wie jaką minę miał pająk w locie), prosto na koleżankę cierpiącą na arachnofobię. Z wrzaskiem uciekły z pokoju. Pół osiedla słyszało krzyki, przechodnie z przerażeniem patrzyli się na nasz blok i mieli nadzieję, że już nigdy nie będą musieli przechodzić obok niego. Aż dziwne, że nikt nie przybiegł nam z pomocą, ale pewnie wszyscy bali się, że też zginął.

Dzielna Strażniczka Latających Pająków
Ogromny pająk początkowo wylądował na dywanie, szybko uciekł na torebkę. Początkowo był plan zamknięcia, odizolowania pokoju, zakaz przekraczania skażonego terenu, bo wejście do środka groziło prawie śmiercią na miejscu. A potem napisano by nam na grobie: poległa w walce z latającym pająkiem. Jak emocje trochę opadły, to rozpoczęła się nasza akcja łapania pająka. A nie było to łatwe zadanie, bo każda z nas bała się go ruszyć. W przypływie odwagi udało mi się go zgonić z torebki, ale niestety zaczął wspinać się na szafkę. Po tych przeżyciach musiałyśmy odpocząć dłuższą chwilę, to było zbyt męczące dla nas. Jednak nie można było spuścić oka z pająka, więc w drzwiach siedziała Strażniczka Latających Pająków. Nawet starała się nie mrugać oczami, żeby nic nie przeoczyć a była nastawiona siedzieć tak całą noc, jeśli nikt nie unieszkodliwi pająka. 

Ku naszemu przerażeniu nagle pająk zaczął uciekać, wspinać się coraz wyżej – w tym momencie przeżyłyśmy kolejne chwile grozy. W końcu odważyłam się i udało mi się zablokować ruchy pająka miską. W wielkim zamieszaniu pająk znowu chciał nam zwiać, więc nasza dzielna Strażniczka Latających Pająków musiała przycisnąć miskę szczotką – z daleka dla bezpieczeństwa. Później nawet znalazł się stołek do przytrzymania miski, bo na takie niebezpieczne zwierzęta potrzeba mocnego zabezpieczenia. Zrezygnowana Strażniczka Latających Pająków zaczęła trzymać stołek nogą, z myślą: gdzie ten właściciel, zabiję go jak przyjdzie!!! Po cichu miała nadzieję, że nie w taki sposób nie będą upływać jej kolejne dni. W razie czego musiałybyśmy robić dyżury przy pająku. Bo właścicielowi pająka nijak nie śpieszyło się szybko przyjść nam z pomocą. Ale, ku naszej radości, w końcu pojawił się na stancji i zajął się swoim ‘maleństwem’.


Byle jak najdalej od strasznego pająka
Miska jest za słaba na takie silne zwierze
No ile można czekać na tego właściciela!!!
Ktoś się tutaj chowa?
Sprawca zamieszania - Gienia/Pusia, czyli ptasznik genikulata

A ile uśmiałyśmy się przy tym :)

Dlaczego szyba piszczy?

Sobota sprzyja porządkom w mieszkaniu, zwłaszcza że Agata nie mogła już patrzeć się na brudne okna. Co prawda pogoda nie sprzyjała taki pracom, ale na upartego jeszcze najgorzej nie było. Polerując szyby, co raz było słychać przeraźliwe piski – kiedy poruszała powoli papierem, to dźwięk przechodził w przerażające jęki cierpiącego papieru. Za  to poruszając szybko  papierem powstawały okropne dla ucha wysokie dźwięki. To zaczęło doprowadzać Jacusia do szału.
fot.mpcwindowcleaning.co.uk

- Weź przestań, głowa mnie boli! Jak możesz tak znęcać się nad chorym człowiekiem? Długo będziesz jeszcze pucować okna? – powiedział Jacuś.
- A tak może jeszcze z godzinkę, przecież muszą idealnie błyszczeć, żeby sąsiedzi mieli co podziwiać. Jeszcze chwila i skończę – odpowiedziała Agata.
-  No mam nadzieję, tego nie da się długo słuchać.
- Możesz zawsze wyjść z pokoju, a nie tylko narzekasz. Przecież ja tylko bawię się fizyką.
- A gdzie tu fizykę przy zwykłym myciu okien widzisz?

- Ta szyba sama z siebie nie piszczy tak bez powodu, pocierając okno wzbudzam wibracje o wysokiej częstotliwości. Próbując przesunąć papier czy ścierkę po szkle czuję opór, czyli jest to wszechobecne tarcie przy każdym ruchu. Męczę się i siłuję z tym papierem, żeby przesunąć go po szybie, więc używam coraz więcej siły. Kiedy wreszcie użyję jej tak wiele, że przezwyciężę tarcie, to w końcu rozpoczyna się ślizganie. Jak już osiągnę ten etap, to już mogę używać mniejszej siły do przesuwania papieru.
- Ale to jeszcze wcale nie tłumaczy, dlaczego ta szyba piszczy. Ot, zwykłe zjawiska z życia przy ruchu, znane i jasne dla każdego.
- Już i o tym będzie. Nasz papier jest elastyczny, zwłaszcza nasączony płynem do mycia szyb. Jak zwiększasz siłę, to odkształca się, tak samo dzieje się z palcami, którymi trzymasz go. Czyli kiedy jeszcze nasz papier nie przemieszcza się,  bo jest jeszcze za duży opór, to zmienia się jego kształt, palec też zmienia się. I nagle nasza siła wygrywa z tarciem i papier przemieszcza się, zaczyna się ślizganie. W tym momencie zarówno papier jak i skóra częściowo wracają do swojego pierwotnego kształtu. A to z kolei powoduje wzrost tarcia, czyli spowalnia ruch, więc znowu musimy użyć więcej siły, papier będzie się odkształcał. I tak w kółko. Jeśli będzie się tak bawić w ciągły sposób, to powstaną setki takich zmian na sekundę. A to z kolei wzbudza fale dźwiękowe. To samo będzie się działo jeśli samym palcem będziesz pocierać szybę.
- Czyli po prostu wprowadzamy szybę w drgania, jak każdy materiał.  Tylko wystarczy je odpowiednio wzbudzić, a usłyszymy częstotliwości rezonansowe.
-  Dźwięki zależą od sposobu pocierania, więc można próbować tworzyć orkiestrę pocierając kilka rzeczy. I jakie wspaniałe utwory można by skomponować, nie jeden kompozytor byłby zachwycony takimi dziełami.

Dlaczego ostre jedzenie jest gorące?

Przyszedł wieczór i pora na zjedzenie kolacji. Jacuś wiedział, że Agacie nie spodoba się jedzenie o tak później porze, skoro podobno jest zakaz jedzenia po 18. Tylko jak tu nie jeść, kiedy burczy w brzuchu? Ciężko jest cały wieczór siedzieć  głodnym, a przecież nie chodzi wcześnie spać. Dawno temu nie jadł spaghetti, więc zabrał się za przygotowywanie dania. Tak śpieszył się z wyrobieniem się przed powrotem Agaty, że dodał tak od serca papryki do sosu. Kiedy kończył doprawiać sos, do mieszkania weszła Agata.
- A co to dzisiaj za święto, że przygotowałeś spaghetti? – powiedziała.
- Chciałem być taki miły, żebyś po całym dniu poza domem mogła zjeść coś ciepłego na żołądek – odpowiedział Jacuś.
- Po prostu byłeś piekielnie głodny i dlatego zrobiłeś mi jeść, tak przy okazji?
- To też, chodź już jeść, bo wystygnie.

fot. eatouteatwell.com
Jacuś nałożył im spaghetti i zaczęli jeść. Pierwszy kęs nie był jeszcze tragiczny, ale z kolejnym Agata poczuła, że robi jej się coraz bardziej gorąco. I pali ją w ustach.
- Ile ty chili dodałeś, przecież nie była na promocji w Biedronce. Podaj mi szklankę wody – powiedziała do Jacusia.
- Ale ja tylko troszeczkę dałem, może za bardzo śpieszyłem się. Broń Boże nie pij wody, bo kapsaicyna nie rozpuszcza się w wodzie, więc nie ugasisz nią pragnienia, a wręcz pogorszysz sytuację, bo tylko gorzej rozprzestrzeni się w ustach. Mamy jeszcze wino, ono pomoże, a jeszcze lepiej byłoby zjeść coś tłustego.

Przeszedł się po alkohol i nalał im do kieliszków. Agata od razu wypiła cały.
- Chcesz mnie utuczyć, że każesz mi tłuszcze jeść? A co to znowu za obce pojęcia wprowadzasz? – powiedziała Agata
- Za ostry smak papryki chili odpowiada zawarta w niej kapsaicyna i to ona jest głównym sprawcą tego zamieszania. A wiesz, że nie istnieje coś takiego jak smak ostry?
- Przecież czuję, że to jedzenie jest ostre, nie ściemniaj mi tutaj.
- Istnieje tylko 5 podstawowych smaków: słodki, gorzki, słony, kwaśny i umami (tzw. „mięsny” lub „rosołowy”), zaś pozostałe smaki są kombinacją tych typów. Smaki rozpoznajemy za pomocą receptorów umieszczonych na języku i podniebieniu. Kiedy jedzenie znajdzie się w naszych ustach, to substancje chemiczne, które są odpowiedzialne za smak tego jedzenia zostają rozpuszczane przez ślinę i są prowadzone do kubków smakowych. Obecne w nich receptory smaku wysyłają sygnał do kory mózgu, a ona interpretuje ten sygnał i wiesz co jesz. Ale ostry smak nie powstaje w wyniku połączenia podstawowych smaków – a właściwie jest jedną z form odczuwania bólu. Ostry smak nie do końca można nazwać „smakiem”, gdyż nie odczuwamy go za pomocą kubków smakowych, a powstaje głównie dzięki pośrednictwu zakończeń nerwowych występujących w błonie śluzowej.


fot. critdicks.com
- To możemy poczuć pieczenie nie tylko w ustach?
- Wystarczy, że przyłożysz paprykę chili do nosa czy oczu i tak działa tak samo. Pobudza ona receptory nerwowe obecne w dowolnym miejscu na skórze czy błonie śluzowej. Oczywiście nie wszędzie to poczujesz, gdyż powierzchnia skóry posiada warstwę martwych komórek, za to błony śluzowe nie mają takiej bariery.

- A jak działa to cudo? To tak samo nie dzieje się.
- Jej działanie opiera się na aktywacji receptorów bólu w naszych ustach, przez co oszukuje nasz organizm uczuciem gorąca i tym sposobem nawet zwiększa metabolizm. Z kolei nasze ciało reaguje na to chłodzeniem organizmu, przez co pocimy się i czerwienimy. Przez to tak bardzo chce się nam pić.
- Skoro ostry smak to tylko i wyłącznie doznania bólowe, to dlaczego lubimy ostre potrawy?
- Podrażnianie zakończeń nerwowych na języku powoduje wydzielanie się w mózgu endorfin, które uśmierzają ból i poprawiają nastrój, więc dlatego takie jedzenie jest dla nas przyjemnością.
- A przypadkiem kapsaicyny nie było w takiej jednej maści rozgrzewającej stawy i mięśnie?
- Przecież lekarze wszystko muszą wykorzystać do leczenia. A dobrze działa na reumatyzm i atretyzm. Już nawet naukowcy planują używać ją do leczenia nowotworów, gdyż niszczy każdy rodzaj raka, bez względu na to, która część ciała jest chora.

- A jak będziesz źle zachowywał się, to potraktuję ciebie gazem pieprzowym, który oczywiście też ją zawiera.


Jeszcze więcej o tym:

Dlaczego siniaki zmieniają kolor?

- Masz jakieś siniaki? – spytał się Jacuś Agaty.
- Nie, ja nie rozbijam się tak często jak nomissn, ją już prawie można nazwać ekspertem w tej dziedzinie. Po ostatniej imprezie ma je od stóp do dłoni, w wyniku bliskiego kontaktu ze ścianami i podłogą. Ale tam prawie każdy tak rozbijał się, a wszystko przez przepychanki, za mało mieli miejsca do siedzenienia – odpowiedziała Agata.
- Przecież ją wystarczy mocniej ścisnąć za rękę i już będzie mieć siniaki, więc nie jest to nic nadzwyczajnego. Czyli powinna już coś więcej wiedzieć o siniakach.
- To idź się jej spytać, może wie, dlaczego one zmieniają kolor.
fot.: fineartamerica.com

Jacuś wyszedł na chwilę i wrócił z porcją informacji dla Agaty:
- Ona  ma już dużą wiedzę na ten temat. Uraz często powoduje pęknięcie małych naczyń krwionośnych. Siniaki nie zawsze pojawiają się od razu, gdyż mogły zostać uszkodzone tkanki w głębi ciała ludzkiego. Zawsze po kilku dniach od urazu jest szok: skąd mamy tyle siniaków? Nie jesteśmy jednorodnym ciałem – pod skórą mamy różne mięśnie i narządy, pomiędzy którymi można znaleźć tkankę włóknistą. Często właśnie ta tkanka opóźnia pojawienie się siniaków na skórze, gdyż opóźnia przepływ krwi z uszkodzonych naczyń. Warstwy tej samej tkanki mogą również sprawić, że siniak pojawi się w innym miejscu niż doznaliśmy urazu – krew będzie mogła pojawić się dopiero niedaleko brzegu warstwy tkanki włóknistej.
fot.: uroda.com
fot.:era-zdrowia.pl

- Ale miałeś dowiedzieć się czegoś o kolorze, a nie ogólnej wiedzy, to każdy głupi wie.
fot:infobizuteria.pl
- Już będzie i o tym. Na początku miejsce urazu może być czerwone jak rubin. Kiedy czerwone krwinki opuszczają naczynia krwionośne, to ulegają rozpadowi  i wówczas uwalniają różne substancje, które były w ich wnętrzu. Jest to między innymi hemoglobina, dzięki której mamy fioletowy jak ametyst kolor siniaka. Szybko na pomoc w miejsce wypadku zostają wzywane białe krwinki, które sprzątają po czerwonych krwinkach i zajmują się rozłożeniem uwolnionych substancji. I od tego momentu nasz siniak zaczyna się zmieniać. Na początku uzyskujemy z rozpadu zieloną, prawie szmaragdową biliwerdynę. Nie jest ona stabilną substancją, więc po pewnym czasie stopniowo i ona zaczyna blaknąć, aż do rozkładu do żółtej bilirubiny – czyli to taki 
fot.:gemeo.pl 

wybielony rubin, chociaż jest to bardziej cytryn. W normalnych warunkach występuje ona w składzie żółci, która trawi tłuszcze. Jest ona jednak drażniącą substancją, więc również z tego powodu siniaki są bolesne przy dotyku. Z upływem czasu poszczególne substancje są wchłaniane do krwioobiegu, więc siniak staje się coraz bardziej blady, aż w ogóle przestaje być widoczny.
- O widzisz ile ona już cennych kamieni zgromadziła u siebie. Z drugiej strony u nomissn wszelkie urazy jest zawsze zwiastunem zbliżającej się sesji. Ale mamy dopiero połowę listopada.
- Oni mają wcześniej sesję, więc już zaczynają wszystko zaliczać. Czyli tradycji stało się zadość.

Głupiejemy od Internetu?

Chociaż Agata uwielbia czytać książki, to ostatnio miała problem z dłuższym skupieniem się tylko i wyłącznie nad czytanym tekstem. Co chwila patrzyła na telefon z myślą, że może ktoś coś chciał od niej, a mogła przegapić to. „ A co by tak tutaj zrobić na obiad? Jak jest niedziela, to rosół musi koniecznie być” – pomyślała. Przeczytała jeszcze stronę tekstu i zaczęła mieć dosyć czytania.

Przyszedł Jacuś i spojrzał na numer strony w książce.
- Od tygodnia czytasz tą książkę i dopiero 20 stron przeczytałaś? Jaki cudem, skoro tyle czasu poświęcałaś na czytanie? – powiedział.
- Oj, bo jakoś ostatnio nie idzie mi czytanie. Trochę ciężko jest mi skupić się na jednym zadaniu – odpowiedziała mu Agata.
- No tak, zgłupiałaś od tego Internetu, tam jesteś aż bombardowana różnymi bodźcami na raz: tu film na Youtube, obok reklama, a jeszcze trzeba coś mądrego przeczytać i wypadałoby to zrozumieć. Za to ciężko przeczytać ci cały rozdział w książce bez zerkania na telefon. Nawet powstał mem:


TL;DR  - angielski skrót od „Too long; didn’t read”, co oznacza „za długie, nie przeczytałem”. Używa się go w sytuacjach, kiedy coś jest zbyt długie i nudne, byś miał ochotę to przeczytać lub kiedy chcesz w kilku słowach zaznaczyć streszczenie swojego tekstu.   źródło: miejski.pl

- Ale za to jestem lepsza w zadaniach wymagających podzielnej uwagi, odciążam swój umysł nadmiarem informacji, bo wiem, gdzie mogę je wyszukać, szybko przejrzę gazety czy strony internetowe.
- Tylko przez to można stracić własną analizę i krytyczne myślenie. W mniejszym stopniu przetwarzasz docierające do nas bodźce, na czym traci twoja wyobraźnia i nie masz czasu na refleksję i przemyślenie otrzymanej dawki wiedzy. Masz problem z zapisywaniem informacji w pamięci długotrwałej, gdyż wymaga to skupienia, a nie szybkiego przeglądu tekstu.
fot.: outofmygord.com
-  Naukowcy przebadali już ten problem i wiedzą, że nie jest to takie straszne. Profesor Gary Small z Uniwersytetu Kalifornijskiego przeprowadził badania, w których badano mózg osoby doświadczonej w surfowaniu po sieci ( kolor czerwony) i starszej osoby niedoświadczonej w Internecie ( kolor niebieski).  Uczestnikom badań najpierw badano mózg w czasie czytania książki – co widać po lewej stronie, a potem w czasie przeglądania Internetu – prawa strona. W pierwszej sytuacji ich mózgi wykazują podobne funkcje, zaś surfowanie w sieci ma na nie inny wpływ  – osoba doświadczona uruchamia prawie 2 razy więcej obszarów w mózgu, głównie w obszarze kory przedczołowej, odpowiedzialnym za rozwiązywanie problemów.
- Czyżby zmienił się nam mózg przez Internet?
- Starsza osoba w tym czasie uruchamia obszary z uczeniem się nowych rzeczy, zaś doświadczony wie gdzie szukać danych informacji. Po 6 dniach powtórzono badanie, a przez ten czas nowicjusze spędzali godzinę dziennie surfując po Internecie.  Okazało się, że po tym czasie ich mózgi były już tak samo aktywne jak u doświadczonych użytkowników.
- Czyli można szybko nauczyć mózg nowych rzeczy, widzisz jaki jest zdolny.
- Mamy plastyczny mózg, dla niego nie stanowi wielkiego problemu przyzwyczaić się do nowych warunków. Pod tym względem można traktować go jak mięsień – jeśli wykorzystujemy określone części mózgu, to wzmacniamy je, tak jakbyś ćwiczył mięśnie brzucha.

- Nie ma się co oszukiwać, każdy wynalazek miał i będzie mieć swój wpływ na nasz mózg,
fot.: imba.oeaw.ac.at
więc postęp cyfryzacji nie przejdzie tak obojętnie dla niego.
- A po to tak przejmować się zmianami w mózgu, skoro naukowcy są już w stanie wyprodukować mikromózgi „z probówki”. Takiego czynu dokonał doktor Jürgen Knoblich z Instytutu Biotechnologii Molekularnej Austriackiej Akademii Nauk tworząc złożoną tkankę mózgu. Mikromózgi osiągały swoje maksymalne wymiary po 2 miesiącach hodowli. Może niedługo będziemy wymieniać zużyte mózgi na nowe?
- Wolę mieć swój zły mózg, niż taki sztuczny, kto wie jak go zaprogramują? Lepiej zostać przy swoim.

Po kilku minutach:
- Nie sądzisz, że nomissn to zgłupiała nam od pisania inżynierki, tak rzadko wstawia teraz posty?
- Oj strasznie, aż widzi już błędy w książkach. Rozumie, że można zamiennie zastosować stopnie Celsjusza z Kelwinami, bo przy milionowych temperaturach nie robi to wielkiej różnicy, jeśli i tak jest to przybliżenie, ale żeby mylić pojęcia typu natężenie promieniowania [W/m2] z nasłonecznieniem [kWh/m2]? Przecież to nawet po jednostkach widać, że coś jest nie tak.
- Ale tutaj i tak pewnie nikt nie będzie miał pojęcia, o czym mówisz, zwłaszcza, że fotowoltaika to obce pojęcie nawet dla jej Worda, chociaż miał już nie raz z nim styczność.
- Przecież po co mu wiedzieć jak powstaje prąd ze Słońca, jak nomissn podłączy laptopa do gniazdka i on po prostu jest.
- Skoro ona już tyle w tym promieniowaniu słonecznym siedzi, to może już nad nim panować, czyli nie musi spać po nocach, bo energii dodają fotony padające na powierzchnię jej ciała. Pewnie dlatego lubi mieć dobrze oświetlony pokój.


Więcej o "niszczycielskim" wpływie Internetu i komputerów na nas:
Medyczne pomysły:

Dlaczego deszczowe chmury są szare?

Nastały pochmurne dni, Jacuś i Agata nie mieli ochoty na spacery, właściwie to nic im nie chciało się robić. Jedna wielka nuda zapanowała, dopadło ich lenistwo i nieustanne narzekanie na pogodę, bo cóż innego mogliby robić, nawet szperanie na Internecie stało się zbyt monotonne i bez sensu. Po kilku dniach Agata zaczęła nudzić się tą nudą.
- Jacuś, kiedy będzie świecić słońce? Jesienna chandra dopadła nas. Nawet nomissn nie chce się pisać postów, tylko wstawia tekst napisany już miesiąc temu. A może to dlatego była tak długo ładna pogoda.
Oczywiście Jacusiowi nawet nie chciało się odpowiedzieć Agacie na pytanie, tylko po paru minutach pokazał jej prognozę pogody na najbliższe dni. Nie wyglądała ona zachęcająco, ani optymistycznie: deszcz, deszcz, deszcz. Aż z tego wszystkiego Agata zaczęła śpiewać:
cosmosmagazine.com 
- W czasie deszczu laptop się trudzi, to ogólnie znana rzecz. Choć mniej nudzi się i mniej brudzi się ale strasznie trudzi się w deszcz.

Jacuś powoli miał już dość tego marudzenia o pogodzie, więc zaczął rozmowę:
- Ciemno tak od tych chmur jest. A tak w ogóle, to dlaczego deszczowe chmury są ciemne? Przecież składają się z wody, tak samo jak ja te cienkie śnieżnobiałe obłoczki.
- O łyżwa, masz rację, coś tutaj nie tak jest. Hmm… a może to znowu nasze oczy robią nam figle?
- Strzelałbym, że chodzi to o grubość, te deszczowe są takie bardziej ciężkie, ponure, a takie słowa kojarzą się z ciemnymi barwami. Coś lekkiego zawsze przypomina jasne kolory.
- To chyba z doświadczenia twój mózg sobie zapamiętał. Moim zdaniem chodzi tutaj nie o odczucia barw, wielkość i ilość kropli. Taki delikatny obłoczek składa się z maleńkich kropelek wody czy lodu. Promień światła docierający do każdej kropelki zostaje rozproszony, przez co wydają się one białe. Chmury deszczowe powstają wtedy, gdy robi się coraz więcej takich kropelek, stają się coraz wyższe i grubsze. I tym sposobem blokują światło, które ma problemy z przedarciem się przez nie. Skoro na spód chmury dociera mniej światła, to mniejsza jego ilość zostanie rozproszona, krople stają się takie wielkie, że aż zjadają, czyli pochłaniają światło.
- Czyli wszystko to przez tą ilość wody w chmurach. A zawsze myślałam, że woda jest przezroczysta i nie powinna mieć żadnej barwy. Pamiętasz jak lecieliśmy kiedyś samolotem?  W nim nawet deszczowe chmury był takie białe, bo jest się bliżej słońca, więc do twoich oczu w samolocie dociera więcej światła. A kolega na ziemi opisał mi ją jako strasznie ciemną chmurę, że aż bali się wielkiej ulewy. Przecież widzieliśmy jedną i tą samą chmurę.  Spójrz ile światła dociera do chmur kiedy mamy słitaśne baranki na niebie, a ile kiedy są ponure chmury.
- A wszystkiemu winne jest to całe światło, a dokładniej widmo promieniowania elektromagnetycznego, przez niego nic nie jest oczywiste. Jeśli niebo wydaje się nam jednolicie szare, to najwyraźniej kropelki równomiernie porozkładały się w chmurach.



- Jeszcze jedno mnie męczy. Mamy te różne kolory tęczy, ale nie ma tam szarego. Skoro biały kolor powstaje poprzez całkowite odbicie promieni świetlnych, a czarny przez całkowite pochłonięcie ich, to jak powstaje szary kolor?
-  To przecież oczywiste, że jak malujesz i połączysz biały kolor z czarnym, to można uzyskać szary, zależnie od proporcji. I nad czym tutaj zastanawiać się. Czerwone jabłko odbija tylko tą część promieniowania, która odpowiada za czerwony kolor, a resztę pochłania, czyli taki obiekt wybiera sobie tylko selektywnie daną część widma do zjedzenia. Szary powstaje poprzez pochłanianie części padającego promieniowania w jednakowym stopniu z całego zakresu.
Widmo odbiciowe dla czerwonego jabłka
fot.dtic.mil


- Może lepiej kończmy już te błahe rozmowy o pogodzie.
- One są takie głupie, że aż częściej musimy o tym rozmawiać, a co tam nam szkodzi pogadać o niczym. Przecież im coś głupsze, to tym ciekawsze dla nomissn.